Ileż można siedzieć na tym biegunie południowym? Wracamy, dla odmiany, na północny🤣 I na pierwszy ogień (choć może w tym przypadku lepiej by powiedzieć: "na pierwszy mróz😃") idzie sowa śnieżna.
Przygotowaliśmy:
- tło w ciemnym kolorze (z bloku A4)
- białą farbę na talerzyku
- druciaka (nie wiem czy jest to oficjalna nazwa, ale chodzi o drucianą gąbkę)
- białą kredkę/pastelę
- dziób i oczy wycięte z kolorowego papieru
Na kartkach narysowałam owal, który dzieci wypełniały białą farbą, tworząc tułów sowy. Używały do tego właśnie druciaków, co pozwoliło osiągnąć efekt piór😊
Kawa też była, a co😁
Później jeszcze zostało dorysowanie nóg i skrzydeł oraz przyklejanie oczu i dzioba. I sowy gotowe😊 Wyszły super😊
Pozostając w arktycznych nastrojach postanowiłam podsunąć dzieciom ciekawą i zupełnie nową technikę plastyczną, jaką jest malowanie kostkami lodu❄❄❄
Najpierw zamroziłam zafarbowaną na różne kolory wodę w formie do kostek lodu. Wcześniej jeszcze do dna każdej przegródki w formie zamontowałam patyczki do lodów, żeby łatwo było dzieciom posługiwać się mrożonymi farbami😉 Wszystko to zrobiłam pod osłoną nocy, żeby w dzień zaskoczyć milusińskich nietypowymi farbkami😁
Udało mi się wprowadzić sporą dozę zadziwienia do naszej domowej edukacji plastycznej🎨 Ale po chwili refleksji i namysłu zaczęły powstawać lodowe prace🎨
Jeszcze kiedyś to powtórzymy!😉
Komentarze
Prześlij komentarz